To już trzecie wspólnie spędzone święta. Nie będę się jednak rozwodził nad tym jakaż to panuje w święta rodzinna atmosfera. O tym napiszę później. Najpierw chcę zauważyć, że te całe sprzątanie i przygotowania psują wszystko, z czym sobie kojarzymy święta już od dziecięcych lat. Na zakupach kończy się magia a zaczyna zwyczajna proza życia. Jesteśmy zaganiani nie mając czasu żeby usiąść i powspominać np. poprzednie święta. Zaczynam rozumieć, co miała na myśli kiedyś babcia jak mówiła, że święta są dla dzieci. Jak patrzę na Agatkę to ona czerpie faktyczną radość z choinki, ozdabiania pierniczków czy ostatecznie prezentów. Nie przejmuje się tym, że dla kogoś prezent nie dojdzie na czas, że jeszcze trzeba spakować auto przed wyjazdem do dziadków, że zapomnieliśmy upiec sernik itp. Mnie osobiście to wkurza. Wiem jednak, że jeśli my dorośli nie przygotujemy jedzenia, choinki czy też nie posprzątamy to świąt po prostu nie będzie. Bo to wszystko, o czym wspomniałem stanowi o świętach w dużej mierze. Wracając do naszej rodzinki to przygotowania i wariackie papiery rodzinki przy wieczerzy mi się nie podobały. Wszystko na szybko i bez polotu. Wszyscy stajemy się częścią konsumpcojonistycznego świata pędząc na złamanie karku. A j chcę czasami powiedzieć stop. I wydaje mi się że czasami mi się udaje. Ja w tych świętach znalazłem całą masę pozytywnych chwil i aspektów. Ciągle patrzę na moją rodzinę (moją żonę i córeczkę) z podziwem. Że tak jakoś nam się wszystko fajnie układa. Że wkomponowujemy się krajobraz świąt. Kochamy się nawzajem i staramy się znajdować tą miłość w codzienności, mimo że czasami i tak jest jej ciągle mało. Agatka rośnie bardzo szybko uświadamiając przemijanie. Jednak święta pozwalają zatrzymać się, choć na chwilę i przyjrzeć osiągnięciom minionego roku. Wszystkim życzę żeby taką chwilę dla siebie znaleźli.
PS
Zapomniałem wspomnieć, że Agatka oczywiście bardzo nam pomagała w te święta. Pomagała mi sprzątać, robiła z mamą świąteczne ciasta i ozdabiała ciasteczka, ustawiała i ubierała choinkę, pisała samodzielnie list do św. Mikołaja. Wszystko to bardzo podobało się młodziutkiej. Oczywiście nasza mała przedszkolanka brała udział w „gwiazdce” organizowanej przez przedszkole. Było może troszkę płaczu, bo występy przed tak liczną widownią rodziców na pewno mogą przyprawić o tremę. Ostatecznie można jednak powiedzieć, że wszystko wyglądało słodko a tatę rozpierała duma.
Wydaje mi się, że to były pierwsze tak naprawdę świadome święta Agatki. Dostarczyły jej tak dużo emocji, że nie było czasu na jedzenie i inne podstawowe czynności. Liczyły się tylko święta i zabawa. Pierwszy raz w te święta razem śpiewaliśmy kolędy. Na razie troszkę nieudolnie. Może na następne wyjdzie lepiej. Trzymajcie kciuki…
Pozdrawiamy
GAW Matraszek
Tagi: miłość, święta, agatka, matraszek
skomentuj (0)